Menu

Sposoby na kaca

Wszystko o kacu co tylko można sobie pomyśleć i też te rzeczy których nie można

[nie tylko o kacu] Prawda o bieganiu, prawda o chodzeniu

faszynelka

Bieg i chód to sporty, które uprawiamy wszyscy i to przez całe życie, nawet jeśli niewielu z nas robi to wyczynowo. Bieganie i chodzenie są czynnościami tak naturalnymi, na tyle automatycznie wykonywanymi i podświadomie kontrolowanymi, że nadzwyczaj rzadko (jeśli w ogóle) zadajemy sobie, będąc w ruchu, pytanie kiedy powinniśmy iść, a kiedy biec, czy też kiedy z szybkiego marszu należy przejść w trucht lub odwrotnie. Kiedy spojrzenie na zegarek informuje nas o grożącym spóźnieniu, wydłużamy zazwyczaj krok zwiększając szybkość marszu. W pewnym jednak momencie przechodzimy w bieg, a jeśli odległość do pokonania jest duża, przeplatamy najczęściej szybki chód podbieganiem. Rzadko kiedy w ogóle uświadamiamy sobie, źe wprowadzamy jakiekolwiek zmiany w sposobie poruszania się. Umyka to zupełnie naszej uwadze. Tymczasem, niezależnie od naszej świadomości i stopnia, w jakim kontrolujemy nasz chód czy bieg, wszelkie nasze poczynania znajdują pełne uzasadnienie, jeśli tylko zastosujemy pewne proste rozważania fizyczne. Co więcej, znajdują one zastosowanie również wtedy, kiedy poddamy naszej analizie chód sportowy. Często słyszy się narzekanie i wybrzydzanie na sposób, w jaki poruszają się chodziarze wyczynowi. Zarzuca się tej dyscyplinie brak estetyki, sztuczność, nienaturalność, traktując ją wręcz jako zaprzeczenie piękna sportu. A tymczasem wszystko jest następstwem pewnych prostych praw fizyki rządzących naszymi ruchami, przy uwarunkowaniach wynikających z takiej konstrukcji ciała, jaka przypadła nam w udziale. Ograniczenia wynikające z przepisów chodu (bardzo zresztą prostych i jednoznacznych) wymagają takich właśnie pozornie nienaturalnych ruchów, jeśli chcemy równocześnie iść szybko i być w zgodzie z przepisami. Zdefiniujemy więc dla potrzeb naszych dalszych rozważań, co rozumiemy przez chód. Odpowiednie przepisy sportowe stwierdzają, że chód jest posuwaniem się za pomocą kroków, które tak mają być wykonywane, aby styczność z ziemią (podłożem) była stale zachowana. Inaczej mówiąc, w trakcie chodu każda stopa dotyka podłoża przez więcej niż połowę czasu. W trakcie • biegu natomiast czas zetknięcia każdej stopy z podłożem jest krótszy niż połowa całkowitego czasu biegu.

streetmarathon1149220_1280

Są zatem w biegu takie fazy, w których biegacz nie ma żadnej styczności z podłożem. Postarajmy się teraz odpowiedzieć na najprostsze, a jednocześnie fundamentalne pytanie: „Dlaczego przy niedużych prędkościach posuwania się do przodu posługujemy się chodem, a przy dużych biegiem?”. Rozważając fizyczny model posłużymy się nieco wyidealizowanym chodziarzem-biegaczem, tak aby przy opisie jego ruchu móc wprowadzić pewne uproszczenia. Tak zresztą w fizyce postępujemy bardzo c2ęsto. W naszym przypadku jest to szczególnie uzasadnione, jako że człowiek jest obiektem zbyt złożonym i skomplikowanym dla pełnego i ścisłego opisu jego ruchu, a ponadto chodzi nam przede wszystkim o poglądowe przedstawienie istoty zjawiska, a już niekoniecznie o matematyczną ścisłość jego opisu (w tym przypadku zresztą w ogóle niemożliwą). Nasz modelowy (wyidealizowany) chodziarz porusza się więc nieco inaczej od rzeczywistego. Stawia on mianowicie stopę na ziemi w momencie podnoszenia drugiej, a ponadto noga będąca w kontakcie z podłożem jest cały czas wyprostowana. W ten sposób staw biodrowy porusza się po łuku koła, którego środek znajduje się w miejscu zetknięcia stopy z podłożem, a jego promień równy jest długości nogi 1. Jeśli założymy ponadto, że masa nóg jest niewielka w stosunku do masy korpusu (kolejne uproszczenie), to wówczas środek masy, którego położenie nie zależy już od ustawienia nóg, będzie również poruszał się po łuku okręgu o takim samym promieniu. Ruch taki przedstawiony jest bardzo schematycznie na rys. 1, na którym przez v oznaczona została prędkość, z jaką idzie nasz chodziarz. Skorzystajmy teraz z jednego z podstawowych praw mechaniki orzekającego, że na ciało poruszające się po okręgu o promieniu 1 z prędkością v działa siła dośrodkowa. Odpowiadające jej przyspieszenie równe jest co do wartości vVi, a ponadto skierowane jest ono (pamiętamy, że przyspieszenie jest wielkością wektorową) od środką ciężkości do punktu zetknięcia stopy z ziemią. Dla fazy ruchu przedstawionej na rys. Ib przyspieszenie a skierowane jest pionowo w dół. Przyspieszenie to nie może być większe niż przyspieszenie spadku swobodnego g określane powszechnie jako przyspieszenie ziemskie. Wynika to z prostego faktu, że człowiek nie jest w stanie odepchnąć lub odbić się od ziemi w taki sposób, aby zwiększyć siłę oddziaływania grawitacyjnego. * Powyższe ograniczenie możemy wyrazić w postaci bardzo prostej nierówności v /l^g. PozWala nam ona wyznaczyć natychmiast maksymalną prędkość naszego wyidealizowanego chodziarza równą vmax = VgH co po podstawieniu przybliżonych wartości przyspieszenia ziemskiego (g ~ 10 rn/s2) oraz przeciętnej długości nogi dorosłego mężczyzny (1 = 0,9 m) daje m/s.

 

Prędkość taka odpowiadająca wartości nieco powyżej 10 km/godz. jest zatem maksymalną prędkością ruchu przy spełnieniu wymagań narzuconych chodowi. Widać również z naszego prostego wyrażenia na vmttX, że prędkość ta będzie zmniejszała się z długością nóg. O potwierdzające przykłady nietrudno. Małe dzieci prowadzone 2 a rękę przez spieszących się rodziców muszą podbiegać, aby uzyśkać narzuconą im prędkość; ludzie na szczudłach są w stanie osiągać prędkości znacznie większe niż te uzyskiwane przez chodziarzy; osoby poruszające się o kulach, mimo że w jakiś sposób upośledLzone, wyprzedzają często pieszych maszerujących na własnych nogach, a więc w pełni sprawnych. W dwu ostatnich przykładach wzrasta w istotny sposób promień łuku, po którym porusza Się chodziarz (jeśli w ten sposób określimy tńwnieź człowieka na szczudłach i o kulach), a tym samym, zgodnie z przeprowadzonymi wyżej rozważaniami, wzrasta jego maksymalna prędkość. Wynik* teoretycznej analizy naszego niezwykle prostego modelu opisującego ruch idealnego chodziarza zadziwiająco dobrze zgadzają się z danymi doświadczalnymi, a dla fizyka jest to zawsze weryfikacja najważniejsza. Otóż przeciętny (wzrostem) dorosły człowiek przechodzi z marszu w bieg przy szybkości ok. 2,5 m/s, czyli nieco mniejszej niż obliczona dlań prędkość maksymalna równa 3 m/s. Ta rozbieżność, aczkolwiek niewielka, szczególnie przy tak upraszczających założeniach, jest w rzeczywistości jeszcze mniejsza. Przejście z marszu w bieg przy takiej prędkości jest bowiem podyktowane innymi względami (o czym później), a nie niemożliwością osiągnięcia w marszu prędkości większej niż 2,5 m/s. Ustaliliśmy zatem, że w przedziale prędkości 2,5-3 m/s, przeciętny piechur zmuszony jest do zmiany sposobu poruszania się z marszu w bieg. Tak w każdym razie przewiduje nasz model wynikający z podstawowych praw mechaniki. Postarajmy się potwierdzić nasz wynik odwołując się do statystyk sportowych. Spoglądamy na tabele rekordów i odnajdujemy, że rekord świata w chodzie sportowym na 20 km (uzyskany na bieżni) wynosi 1:18:39,9. Przeliczamy szybko wyniki i uzyskujemy, że średnia prędkość chodziarza-rekordzisty wynosi 4,24 m/s. Przeliczenie rekordu w chodzie godzinnym prowadzi do jeszcze większej prędkości, a mianowicie 4,32 m/s. Uzyskaliśmy zatem prędkości znacznie większe niż wyznaczona wcześniej maksymalna prędkość dla chodziarza.

runners635906_12801

Definicja chodu, którą podaliśmy na początku jest właśnie definicją chodu sportowego, nie tu więc należy szukać źródła rozbieżności. Czyżby zatem nasz model miał się załamać? Okazuje się, że jednak nie. Musimy natomiast uwzględnić w naszym modelu pewną specyfikę ruchów chodziarza-wyczynowca. Te dosyć dziwne może ruchy sprawiają, że chód sportowy wydaje się czymś sztucznym, gdy tymczasem są one po prostu koniecznością. Spójrzmy więc na sylwetkę chodziarza w dwóch fazach jego ruchu, przedstawioną na rys. 2. Sytuacja na rys. 2b (będąca odpowiednikiem sylwetki b na rys. 1) odpowiada najwyższemu położeniu jego środka ciężkości. Z drugiej strony widoczne obniżenie barku przy jednoczesnym wysunięciu i obniżeniu biodra nogi wykrocznej prowadzi do obniżenia środka ciężkości. W ten sposób w fazie b znajduje się on poniżej punktu 0 na rys. Ib, podczas gdy w fazie a jego położenie pozostaje bez zmiany. Tym samym krzywizna zataczanego przezeń toru jest mniejsza, co oznacza, że porusza się on teraz po łuku o promieniu większym niż długość nogi 1. Praca chodziarza sprawiająca wrażenie nienaturalności ruchu polega właśnie na obniżaniu środka ciężkości wtedy, kiedy znajduje się on najwyżej, a także na podwyższaniu go z pozycji najniższej w chwili dotykania ziemi przez nogę wykroczną. Falowanie środka ciężkości typowe dla zwykłego, codziennego chodu jest tym większe, im dłuższe stawiamy kroki. Prawidłowy chód sportowy ma na celu ograniczenie wahań środka ciężkości. Nie jest zatem wskazane stosowanie zbyt długiego kroku, jako że skompensowanie tych wahań przez odpowiednią pracę bioder i ramion byłoby znacznie utrudnione. Obserwując sylwetkę chodziarza sportowego łatwo zauważyć charakterystyczne cechy ruchu: nienaturalnie intensywną pracę bioder i ramion oraz niewielkie kroki w stosunku do uzyskiwanej szybkości. One to właśnie pozwalają na istotne wydłużenie promienia łuku, po którym porusza się środek ciężkości, a tym samym na zwiększenie, cały czas zgodnie z naszym modelem, maksymalnej szybkości chodu. Trudno zapewne dopatrzeć się w sylwetce chodziarza piękna, które cechuje elegancką sylwetkę biegacza. Wykonywane przez chodziarza ruchy wynikają z prostego faktu, że usiłujemy poprawiać naturę. Nie przewidziała ona, że będziemy chcieli za wszelką cenę poruszać się wbrew zaproponowanym przez nią regułom gry, Trzeba więc czymś za to zapłacić. Wspominaliśmy już, że człowiek (nie zmuszony do chodu za wszelką cenę) przy zwiększaniu swojej prędkości przechodzi w bieg zazwyczaj wcześniej, niż nakazuje mu to zdefiniowany przez nas warunek określający maksymalną szybkość chodu. Przechodząc z marszu w bieg czynimy to spontanicznie, nie zastanawiamy się nad wprowadzanymi zmianami i w zasadzie nie kontrolujemy ich w sposób świadomy. Okazuje się tymczasem, że wszelkie zmiany dokonywane są w taki sposób, aby wykonana przez organizm ludzki praca była najmniejsza bądź też używając popularniejszego określenia, aby koszt energetyczny organizmu był najniższy. W naszym przypadku bezpośredni pomiar , pracy czy też energii jest niezwykle trudny, a praktycznie wręcz niemożliwy.

Posługujemy się zatem pomiarem pośrednim, a mianowicie określając a jest to stosunkowo proste zużycie przez organizm tlenu i ilość wytworzonego dwutlenku węgla. Przy wyznaczeniu energii na podstawie zużytego przez organizm tlenu musimy jednak wyłączyć z naszych rozważań sprinty. Organizm angażujący maksymalną moc, a jest to oczywiście możliwe tylko w krótkim okresie czasu, pracuje na tak zwanym długu tlenowym. Tym samym uzyskany tą drogą koszt energetyczny biegu sprinterskiego byłby mocno zaniżony. To ograniczenie nie stanowi dla nas istotnej przeszkody, jako że w podjętych rozważaniach interesują nas głównie znacznie mniejsze prędkości biegu. Trzy wykresy przedstawione na rys. 3 przedstawiają moc (wyznaczoną z pomiarów tlenowych) włożoną przez organizm w funkcji prędkości, dla trzech różnych sposobów poruszania się. Krzywe I i II dotyczą chodu i biegu, krzywa III natomiast jazdy na rowerze. Prędkość 2,3 m/s, przy której następuje spontaniczne przejście z chodu w bieg odpowiada przecięciu się krzywych I i II. Oznacza to, że biegnąc z prędkością mniejszą niż 2,3 m/s (ok. 8,3 km/godz.) zużywamy więcej mocy niż idąc z taką samą prędkością. Przy przekroczeniu prędkości 8,3 km/godz. mamy relację odwrotną i bieg staje się korzystniejszy energetycznie. Z wykresu widać ponadto, że zależność mocy od prędkości zachowu-, je się dla chodu w przybliżeniu tak jak funkcja kwadratowa, dla biegu zaś jak liniowa. Ma to pewne dalsze interesujące konsekwencje. Posługując się zamieszczonym wykresem możemy teraz ustalić grafik marszobiegu w taki sposób, aby był on najbardziej ekonomiczny energetycznie. Przy szybkości 2,3 m/s zarówno marsz, jak i bieg „kosztuje” nasz organizm 690 watów.

Wpis powstał przy współpracy: Darmowa Bramka SMS

Ale przecież można pokonać ten sam dystans w takim samym czasie na wiele różnych sposobów, np. idąc przez 5,7 sekundy z szybkością 1 m/s i biegnąc przez 4,3 sekundy z szybkością 4 m/s. Łatwo sprawdzić, że średnia prędkość dla takiego marszobiegu wynosi także 2,3 m/s, natomiast średnia moc tylko 640 watów. Jak widać z tego prostego przykładu podbieganie przy marszu jest korzystne energetycznie i zapewne dlatego tak często je stosujemy. Krzywa III dotyczy jazdy na rowerze, toteż zajęliśmy się nią bardziej szczegółowo przy omawianiu kolarstwa. Tutaj chcieliśmy jedynie pokazać, jak jazda na rowerze jest energetycznie oszczędna wobec chodzenia i biegania. Zastanówmy się natomiast nieco głębiej, dlaczego chodzenie i bieganie, czyli poruszanie się na własnych nogach, jest energetycznie tak kosztowne. W obydwu przypadkach tak chodu, jak i biegu, moc potrzebna na pokonanie oporów ruchu (opór powietrza, tarcie w stawach) stanowi stosunkowo niewielką część całkowitej mocy zużytej. W przypadku sprintera, kiedy zależny od prędkości opór powietrza jest największy, dochodzi ona zaledwie do 13% mocy całkowitej. Przy wolniejszym poruszaniu się jest ona oczywiście mniejsza. Podkreślaliśmy już, że tak w trakcie biegu, jak i chodu (normalnego, nie wyczynowego) środek ciężkości ciała podlega znacznemu stałemu ruchowi falistemu, podnosząc się i opadając. Im dłuższy krok, tym większe falowanie. Spójrzmy na rys. 4 demonstrujący kilka faz normalnego chodu. Środek ciężkości ciała znajduje się najwyżej wtedy, kiedy porusza się ono najwolniej (faza b), natomiast najniżej wtedy, kiedy prędkość jest największa (faza d). Energia potencjalna jest więc największa w momencie, kiedy energia kinetyczna jest najmniejsza i odwrotnie. Zmiany całkowitej energii mechanicznej są zatem stosunkowo niewielkie, ale moc włożona w podnoszenie środka ciężkości nie jest wykorzystana na przesuwanie go w kierunku marszu, tym samym jest ona tęacona. Postarajmy się, choć w przybliżeniu, oszacować te straty na przykładzie człowieka o masie m = 70 kg podnoszącego w każdym kroku swój środek ciężkości o h = 15 cm. Energia zużytkowana na to w jednym kroku (E — mgh) wynosi ok. 100 J (dżuli), a tym samym na odcinku 1 kilometra (przy długości kroku ok. 1 metra) jest ona równa ok. 100 000 J. Jest to, dla porównania, osiem razy więcej niż energia włożona przy przejechaniu tego samego dystansu rowerem z prędkością 15 km/godz. Jest jednak jeszcze inny, bardzo istotny czynnik sprawiający, że chód, a także bieg są tak kosztowne energetycznie. Prześledźmy fazy ruchu na rys. 4 z punktu widzenia siły (a 10 głównie jej kierunku), jaka wywierana jest przez stopę na podłoże. Pomiarów takich dokonuje się na specjalnych przesuwających się taśmach zaopatrzonych w odpowiednie czujniki. Siły te, jak wskazują oznaczające je strzałki, nie są wcale skierowane pionowo w dół. W momencie, kiedy stopa wchodzi w kontakt z podłożem, występuje składowa pozioma skierowana w kierunku ruchu, powodująca zmniejszenie prędkości. Kiedy odrywamy ją od ziemi pojawia się składowa w kierunku przeciwnym powodująca wzrost prędkości.

Aby uniknąć kaca stosuj lek na kaca

W trakcie chodu, a podobnie i biegu, mamy więc ciągle przyspieszenie i hamowanie. Aby lepiej uzmysłowić sobie sytuację, z jaką mamy tu do czynienia wyobraźmy sobie, że prowadzimy samochód i zamiast jechać z pewną, ustaloną prędkością przyciskamy na zmianę pedał gazu i hamulca. Zużycie paliwa stanowiącego tu źródło energii będzie oczywiście bez porównania większe, mimo że prędkość średnia ruchu jest taka sama. Straty energetyczne, o których mowa, muszą oczywiście odnaleźć się w jakiejś innej formie energii. Jedną z nich jest ciepło powodujące nieodczuwalne dla nas ogrzewanie podłoża, drugą natomiast doskonale słyszalną energia akustyczna. Na szczęście nie cała energia, którą uznaliśmy za straconą, idzie na effekty cieplno-akustyczne. Jej część zamieniona zostaje na energię potencjalną elastycznego odkształcenia, która zmagazynowana zostaje w mięśniach chodziarza (lub biegacza) pomiędzy fazami a i b, a oddana pomiędzy fazami b i c (rys. 4). Odbywa się to podobnie jak w przypadku piłki odbijającej się od podłogi. Jej energię kinetyczną, zamienioną w momencie zetknięcia z podłogą na energię elastycznego odkształcenia, odnajdujemy ponownie w formie energii kinetycznej po odbiciu. Nie jest do końca rozstrzygnięte, które tkanki mięśnie czy ścięgna spełniają rolę sprężynek magazynujących energię, natomiast sam ten fakt, jednoznacznie przesądzony, ma oczywiście wielkie znaczenie w bilansie energetycznym chodu i biegu. Dotychczas rozważaliśmy jedynie element czysto ludzki. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że bieg i chód należą do tych konkurencji sportowych, w których czynnik ten jest absolutnie dominujący nad innymi. Zarówno biegacz, jak i chodziarz nie jest uzależniony od kaprysów silnika, nastrojów wierzchowca, awarii różnego rodzaju sprzętu i tak naprawdę zadowala się wygodnym obuwiem. Kiedy przechodzimy jednak w obszary wyczynu sportowego, czynniki drugorzędne na etapie turystyki czy sportu rekreacyjnego, urastają do bardzo wysokiej rangi. Rozpatrzmy krótko dwa z nich. W końcu lat siedemdziesiątych na uniwersytecie harvardzkim zbudowano halę sportową, a w niej 6-torową 220-jardową bieżnię, nad którą grupa naukowców pracowała kilka lat. Chodziło o obliczenie, a następnie praktyczne zrealizowanie podłoża o optymalnych parametrach. Po uroczystym otwarciu hali i pierwszych próbach zarówno zaawansowani wyczynowcy, jak i biegający dla zabawy stwierdzili, że na nowej bieżni biega się nadzwyczaj lekko i przyjemnie. Znacznie bardziej interesujące stały się jednak obiektywne oceny w postaci czasów uzyskiwanych na harvardzkiej bieżni przez kilkunastu wybranych czołowych lekkoatletów w porównaniu do czasów uzyskiwanych przez nich na innych bieżniach. Okazało się, że w pierwszym sezonie istnienia nowej bieżni uzyskane na niej wyniki były o 2,91 % lepsze od wyników uzyskanych na innych bieżniach. Zważywszy, że rekordy poprawia się obecnie o małe ułamki procenta, wynik prawie 3% jest imponujący. Co więcej, zgadza się on bardzo dobrze z przewidywaniami teoretycznymi konstruktorów. Model przez nich przyjęty, zawierający obliczenia dotyczące najróżniejszych elementów, jest bardzo złożony i nie będziemy go tu szczegółowo analizować. Postaramy się zrobić to w dużym skrócie. Wydaje się intuicyjnie zrozumiałym, że elastyczność toru, po którym biegniemy, ma wpływ zarówno na takie parametry subiektywne jak przyjemność biegania czy zmęczenie, jak również na obiektywnie zmierzony czas przebiegnięcia ustalonego dystansu. Jak natomiast określić wpływ elastyczności podłoża na szybkość biegu?

Niechciane telefony: Sprawdź kto dzwonił

Najczęściej stosowaną w tym celu miarą jest stosunek długości kroku biegacza do czasu zetknięcia nogi z podłożem. I znów odwołując się do intuicji stwierdzimy zapewne, że zarówno czas kontaktu z podłożem ( t ), jak i długość kroku (s) rosną wraz z elastycznością bieżni. Dokładna zależność nie jest natomiast łatwa do określenia. Szczegółowe badania i analiza zagadnienia pozwoliły na uzyskanie informacji o tym, jak x zależy ilościowo od elastyczności toru określonej współczynnikiem K (współczynnik K zdefiniowany jest w ten sposób, że duża wartość K odpowiada małej elastyczności toru). Okazuje się, że czas t nie zmniejsza się cały czas wraz ze zmniejszaniem się elastyczności podłoża. Taka sytuacja zaistniałaby tylko wtedy, kiedy odbiciu od elastycznej powierzchni ulegałoby ciało sztywne. Biegacz nie zachowuje się jednak jak ciało sztywne. Jak już wiemy posiada on pewną sprężystość, dzięki której zresztą może magazynować część energii. Ten właśnie fakt powoduje, że t osiąga minimum dla pewnej pośredniej wartości K. Rys. 5 przedstawia zależność t (K) (krzywa ciągła) wraz z szeregiem punktów doświadczalnych. Zmierzono je budując różne bieżnie (o różnym współczynniku K) i mierząc czas i (z analizy taśmy filmowej) dla wybranej grupy biegaczy. Jak widać z rysunku zgodność jest zadziwiająco dobra, zważmy bowiem trudność teoretycznego rozwiązania tak złożonego problemu. Tyle, jeśli chodzi o podłoże. Pozostaje nam otoczenie, czyli powietrze stawiające każdemu ciału w ruchu pewien opór zwany aerodynamicznym. Jest oczywiste, że jeśli uda się nam go zmniejszyć, będziemy w stanie uzyskać większą szybkość. Człowiek celem zmniejszenia oporu powietrza korzysta zazwyczaj z jednego z trzech sposobów lub też określonej ich kombinacji. Najpopularniejszy polega na odpowiednim ułożeniu sylwetki, tak aby zmniejszyć tzw, powierzchnię natarcia w kierunku ruchu. Inna metoda, stosowana już tylko w sporcie wyczynowym, polega na doborze odpowiedniego (o opływowych kształtach) sprzętu, jak np. dosyć dziwnie wyglądających kasków kolarskich. Wreszcie trzecia metoda, też już dość powszechna w walce o rekordy, polega na stosowaniu możliwie gładkiego i obcisłego ubioru sportowego celem zmniejszenia do minimum oporów tarcia. Jak wykazały wszechstronne badania, sposób ubrania może mieć istotny wpływ na wynik uzyskany w biegu (rozważania nasze dotyczą cały czas sportu wyczynowego). Okazuje się, że średnioi długodystansowcy zużywają ok. 6% całkowitej traconej energii na pokonanie oporu powietrza. W sprintach wartość ta jest oczywiście wię/ ksza, Testy przeprowadzone w aerodynamicznych tunelach wykazały, że opór ten można zmniejszyć nawet o kilka procent przez odpowiednie zabiegi fryzjersko-kgsmetyczne. Obrazuje to szczegółowo rys. 6, na którym przedstawiony jest w postaci diagramu wzrost oporu aerodynamicznego (procentowo) w zależności od ubioru i fryzury. Graficzne przedstawienie strat jest dosyć wymowne: luźna koszulka i długie włosy wydają się być samobójstwem dla biegacza. Najciekawsza natomiast wydaje się najwyższa pozycja diagramu.

Otóż obcisła wełniana (dżersejowa) koszulka zmniejsza opór powietrza w stosunku do braku koszulki w ogóle (pozycja biegacz goły i łysy). Rola wełnianej koszulki jest tu podobna do tej, jaką spełniają wgłębienia na piłce golfowej. Wyjaśnijmy to nieco bliżej. Wokół każdego ciała poruszającego się w gazie (lub cieczy) tworzy się tzw. warstwa przyścienna cząsteczek gazu. Jej grubość mająca wpływ na opór aerodynamiczny zależy od rodzaju gazu, ale także od charakteru powierzchni. Wgłębienia, o których mowa, powodują zmniejszenie grubości warstwy przyściennej, a tym samym zmniejsza się stawiany opór. Dzieje się tak dla niezbyt dużych prędkości piłki golfowej. Przy przejściu do dużych prędkości te same wgłębienia stają się źródłem zawirowań, a tym samym zwiększenia oporu aerodynamicznego. Uzyskanie potwierdzenia przedstawionych graficznie obliczeń w postaci czasów uzyskanych przez biegaczy w różnych strojach i fryzurach jest bardzo trudne, a praktycznie, prawie niemożliwe. Przewidywane różnice czasowe są niewielkie i na ogół nie przekraczają różnic czasowych wynikających ze skoków formy czy też nawet chwilowego samopoczucia zawodnika. Aby móc z całą pewnością stwierdzić, że zmiany czasu wynikają ze świadomego zmniejszenia oporu powietrza, powinny one być na pewno nie mniejsze niż 10%. Dla 20-procentowej zmiany oporu powietrza, aczkolwiek wprowadzonej przez warunki zewnętrzne, mamy raczej niezbite potwierdzenie doświadczalne. Otóż, na wysokości Mexico City (2250 m npm) gęstość powietrza jest o ok, 20% mniejsza niż na poziomie morza. Prowadzi to do 2 O-procentowego zmniejszenia oporu powietrza. Uzyskane tam właśnie wyniki w biegach krótkich (m.in. na olimpiadzie w 1968 roku) są potwierdzeniem rozważań teoretycznych i badań modelowych (tunele aerodynamiczne). I jeszcze jedna istotna sprawa. Jak wykazały systematyczne badania, biegnięcie bezpośrednio za innym biegaczem powoduje, że opór powietrza staje się kilkakrotnie mniejszy niż opór powietrza, który musi pokonać prowadzący. Stąd też w biegach o miejsce (taktycznych), a nie o wynik, bardzo często obserwuje się wyraźną niechęć do prowadzenia i czajenie się za plecami rywali, Tym samym biegi taktyczne rozgrywane nawet przez zawodników najwyższej klasy są zazwyczaj wolne. Biegi na rekord mają najczęściej tzw. zająca (lub nawet dwóch), czyli zawodnika, który bierze na siebie trud szybkiego prowadzenia biegu, po czym, nie kończąc go, wycieńczony opuszcza bieżnię, ,Pomoc „zająca” przy biciu rekordu jest niewątpliwa, choć nie sposób określić jej ilościowego wkładu. Niektórzy rekordziści przypisują ponadto „zającom” pewne znaczenie o charakterze psychologicznym. Ma ono polegać na zmniejszeniu wysiłku i napięcia towarzyszącego ciągłemu panowaniu nad tempem biegu. Tak czy inaczej wykorzystywanie „zajęcy” jest niewątpliwie jakąś rysą w gąszczu reguł i przepisów zmierzających do zapewnienia rekordowi sportowemu obiektywnej wartości.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Kashha] *.166.rako-lan.pl

    Bardzo ciekawy wpis, przyznaję szczerze że ujął mnie do ostatniego momentu czytania go. Nie zastanawiałam się nigdy nad podobnymi kwestiami ale jakby tak na to spojrzeć - fakt, ciekawostka ludzkiej natury. W kwestii biegu, marszu niewielu jednak też wie, że buty do chodzenia też mają duże znaczenie dla naszego zdrowia czy też te do biegania.

  • Gość: [profly] *.dynamic.mm.pl

    Ciekawy tekst. Bieganie (i chodzenie) są coraz popularniejszymi sportami. To dobrze, bo wymagają niewielkich nakładów finansowych i można je uprawiać w zasadzie wszędzie. Dobrze jednak, żeby mieć na ten temat jakieś pojęcie i nie wyrządzić sobie krzywdy. :)

© Sposoby na kaca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci